piątek, 9 listopada 2012

Opóźnienie!

"Chapter three" zostanie dodany w następną sobotę z tego powodu, że jak na razie nie miałam czasu  na jego pisanie i w pon i wtr jadę na wycieczkę. Jeśli chodzi o shot o Zarrym będzie on w niedzielę 25.11.2012 :)xx

sobota, 3 listopada 2012

chapter two.



Oderwałam się od niego, wstałam i podeszłam do okna.

-Nie wyobrażam sobie tego, Nick – mruknęłam.
-Czego?
-Tego, że kiedykolwiek będziemy razem. Chodzi o to, że jesteś dla mnie jak brat i tak dalej – zaczesałam ręką kosmyk włosów za ucho.
-A nie możemy spróbować? – Podszedł powolnym krokiem do mnie.
-Nicolas – zaczęłam – wyobrażasz sobie, żebym ja całowała swojego brata?
-Lol, proszę – przytulił mnie.
-Jutro ci odpowiem, dobrze?
-Jasne – odparł i sięgnął po kurtkę. – To ja już lecę.
-Dobra, do jutra – odprowadziłam go do drzwi. Nie mogłam w ogóle zasnąć cały czas chodziły mi po głowie myśli typu „on jest dla mnie jak brat nie będę z nim!” czy „a może jednak?”, no właśnie, może jednak warto zaryzykować? Nie, chce mieć przyjaciela nie chłopaka, koniec kropka.
Rano obudził mnie wreszcie budzik, równo o 7:00. Jak zwykle odbyłam poranną toaletkę, gdy się ubierałam włączyłam radio gdzie leciała nowa piosenka One Direction – Little Things. Była naprawdę śliczna, nigdy zbytnio nie przepadałam za tym zespołem, ale ta piosenka jest genialna. Głos Niall’a przyprawia mnie o dreszcze. Podeszłam do  szafy i wyciągnęłam swoją ulubioną koszulkę z Guns’n’Roses, do tego założyłam niebieskie rurki i czarne converse. Lekko podkręciłam włosy, pomalowałam rzęsy i zeszłam na śniadanie.
-Cześć mamo – powiedziałam beznamiętnie.
-Dzień dobry – uśmiechnęła się. – Czemu Nick tak szybko wczoraj poszedł?
-Nie mógł po prostu dłużej zostać – mruknęłam.
-Dobrze, ja idę do pracy – przytuliła mnie i wyszła.
Zjadłam śniadanie, zabrałam torbę i wyszłam.
-Kuźwa, zapomniałam słuchawek – powiedziałam do siebie tuż pod przystankiem. W autobusie siedział już Nickolas, usiadłam obok niego nic się nie odzywając, tak też zostało, dopiero gdy wysiedliśmy poprosiłam o rozmowę.
-Nick, możemy chwilę porozmawiać?
-Lol, wiem co chcesz powiedzieć, to było głupie. Nie nadajemy się na parę – przytulił mnie.
-Ale będzie tak jak dawniej, dobrze? – Wtuliłam się w niego mocniej.
-Jak zawsze – uśmiechnął się.
-Lol tu jesteś! – Krzyknęła Soph. – Chodź muszę z tobą pogadać – pociągnęła mnie za rękę.
-No o czym?
-Miałaś rację co do Brayana. To idiota! Zerwałam z nim – do jej oczu napłynęły jej łzy.
-Mówiłam. A teraz chodź na lekcje.
                                         
                                                                   *oczami Soph*
*3:17*
-Nick! To idziesz dzisiaj na to przesłuchanie? – Zapytałam.
-No tak, Wpadniecie z Lol? Przyda mi się wsparcie – uśmiechnął się.
-Wpadniemy – uśmiechnęła się Lola.
-Dzięki – odparł i poszedł zapewne na 3 piętro, pod swoją klasę.
-Chodź na melinę – mruknęłam do Lol.
-A można wiedzieć po co? – Odpowiedziała dziewczyna.
-Jakbyś nie wiedziała – przewróciłam oczami.
-Dobra, chodź – ruszyła w kierunku głównego wejścia.
Chwilę byłyśmy na melinie, było miło dopóki nie przyszedł Brayan.
-Oh, witaj dziweczko – powiedział z szyderczym uśmiechem.
-Zaraz ci tak wesoło nie będzie – mruknęła Lola.
-Nie bądź już taka wredna – jego debilny sarkastyczny uśmieszek, nie schodził z jego jeszcze bardziej debilnej twarzy.  Nie wytrzymałam, podeszłam do niego i uderzyłam z pięści w policzek.
-Uuu, jaka ostra, lubię takie – i znów ten wredny uśmieszek.
-Ale straciłeś taką  - powiedziała Lol i pociągnęła mnie za rękę, tym samym znalazłyśmy się przed nią.
-Boże, jak ja go nienawidzę – powiedziałam, kucając i chowając twarz w dłoniach. Lol zrobiła to samo i przytuliła mnie.
-Ej, będzie dobrze… - poklepała mnie po ramieniu.
-Nie, wcale nie będzie dobrze, już zawsze będę starą panną z kotem i idiotycznym byłym – powiedziałam na jednym wdechu.
- A ty głupia jesteś – podniosła się i podała mi rękę.
-Nie mam ochoty iść na lekcję… Zrywam się. Idziesz ze mną? – Zapytałam.
-Pewnie – uśmiechnęła się i poszłyśmy w kierunku parku.

                                                                     *oczami Niallera*

Dzisiaj zaczynamy przesłuchania na nowego gitarzystę naszego zespołu. Sandy odszedł, ciekawe czemu…
-Następny! – Krzyknął Liam. Do pokoju wszedł jakiś dość niski blondyn z czapką na głowie. Trochę przypominał mi mnie więc natychmiast krzyknąłem  „Następny!”.
- Hej, Niall.. Czemu go wyjebałeś? Nawet nie zaczął grać – powiedział Zayn.
-Nie pasował mi jego styl… - odparłem.
-Jeśli będziemy do tego tak podchodzić to przesiedzimy tutaj następny tydzień – powiedział znudzony Lou, kładąc się na blacie.
-Mi to pasuje – dodał Hazz.
-Harry! – Krzyknęliśmy wszyscy.
-No co? Po prostu nie pasuje mi kilka koncertów w tym tygodniu i jeszcze w dodatku te wywiady – podrapał się po głowie.
-Dobra, już, spokój. Następny! – Krzyknął Louis. Tym razem do pokoju wszedł wysoki brunet z  włosami postawionymi na żel.
-Emm, przepraszam.. Czy mógłbym wejść z przyjaciółkami.. Trochę się stresuje… - Podrapał się za uchem.
-Jasne – powiedział Li. Do pokoju weszły dwie dziewczyny. Jedna z kolczykiem w nosie, wyglądało to trochę jak u krowy, ale przemilczmy. Była nawet ładna. Miała bladą cerę, podobna do mojej, i platynowe włosy. Druga natomiast wyglądała ślicznie, długie blond włosy i śliczne zielone oczy. Wydaje mi się, że skądś ja znam.
- Przedstawisz nam koleżanki? – Zapytał Harry podchodząc do nich i uśmiechając się zawadiacko.
-Umiemy się same przedstawić – powiedziała platynka. – Jestem Sophie – uśmiechnęła się arogancko.
-A ja Lol – druga dziewczyna jej zawtórowała, popatrzyły na siebie i wybuchły głośnym śmiechem. Lol, Lola… Coś mi zaczęło świtać w głowie…
-Lol? Miałem kiedyś przyjaciółkę o imieniu Lol… - powiedziałem niepewny. Spojrzała na mnie ironicznie.
-Tak? A ja miałam kiedyś przyjaciela o imieniu Niall – uniosła brwi i wyszła z pokoju.
-Em pójdę za nią – powiedziała ta druga. Tyle co było je widać.
-To może, pokaż co potrafisz… - powiedział Zayn, a chłopak zaczął grać.

                                                                       *oczami Lol*
-Jaki z niego idiota – powiedziała Sophie, po czym włożyła do ust papierosa.
-Tu nie palimy – ochroniarz chłopców pojawił się nie wiadomo skąd.
-Kurwa – parsknęła i odeszła kawałek.
-Daj spokój Soph, on mnie po prostu nie pamięta – starałam się uśmiechnąć.
-A może pamięta? – Ktoś złapał mnie za rękę.
-Słucham? – Odwróciłam się.
-Lol, pewnie, że cię pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć o mojej miłości z dzieciństwa? – Zaśmiał się blondyn.
-Nie wiem – uśmiechnęłam się.
-Ale, wyrosłaś – przytulił mnie. Boże on jest ode mnie o głowę większy, zawsze to ja byłam wyższa.
-Mogłabym to samo  powiedzieć – wyszczerzyłam się. – Nadal jesteś takim żarłokiem?
-Jak za dawnych czasów.
-Tęskniłam za tobą, głupie – wtuliłam się w niego.
-Ja za tobą też, Lol.
-Lol! Udało się! – Nick wybiegł i rzucił mi się w ramiona.
-Nick, cioto! Gratuluję! – Pocałowałam go w policzek.
-W jesteście razem? – Niall podrapał się za uchem.
-Nie – zaczęliśmy się śmiać.
-Okey, chodź przedstawię cię chłopakom – pociągnął mnie za rękę.
-Jasne, Nick nie czekajcie na mnie. Wezmę taksówkę – pomachałam przyjacielowi.
Weszliśmy z powrotem do wielkiej sali gdzie skończyły się przesłuchania.
-Ej chłopaki. Pamiętacie jak mówiłem wam o mojej przyjaciółce, która wyjechała do Londynu?
-Mówisz o niej prawie codziennie – mruknął Harry.
-To ona – wskazał ręką na mnie, a oczy chłopców powędrowały w moją stronę.
-No cześć – powiedział Harry i podszedł do mnie. – Jestem Harry, tamten to Lou, Liam, Zayn, no i naszego Niall’a to już znasz.
-I to nie od dziś – zaśmiałam się.
-Wiadomo – podrapał się po głowie Zayn. – Dużo o tobie wiemy.
-Ciekawe skąd – zaśmiałam się i spojrzałam na zaczerwienione policzki Irlandczyka.
-Em, może dasz mi swój numer? No wybierzemy się na kawę? – Zaproponował.
-Jasne – wymieniliśmy się numerami, chwilę jeszcze pogadałam z chłopcami, ale przypomniałam sobie o Soph. – Chłopaki, słuchajcie ja się już muszę zbierać.
-Co tak szybko? – Zaśmiał się loczek.
-Zostawiłam Soph gdzieś na zewnątrz, a znając życie to Nick jej nie zabrał.
-Pójdziemy z Niall’em z tobą – powiedział Malik.
-No jak chcecie – uśmiechnęłam się. Chłopcy ruszyli za mną, a przy wyjściu odnaleźliśmy Sophie.
-Ja pierdole, ten jebany ochroniarz kurwa zabronił mi palić kurwa! A nasz super przyjaciel Nick nawet mnie kurwa nie chciał ze sobą zabrać, tylko kurwa odtańczył jakiś kurwa dziwny taniec radości i poszedł. Jebany chuj z niego – powiedziała wkurzona, chyba nie zdawała sobie sprawy, że za mną stoją chłopcy, bo kiedy ci weszli dziewczyna jedynie spaliła buraka i wyszła, ciągnąć mnie za sobą. Chłopcy zostali w korytarzu, a my stałyśmy za drzwiami, przed nim.
-Co oni to kurwa robią? – Zapytała trochę wściekła.
-Jak widzisz przyszli ze mną cię szukać, są mili – uśmiechnęłam się blado.
-Ten „jebany ochroniarz” to Paul – powiedział Nialler. - Swoją drogą, ciekawe skąd on się tu wziął…
-Tak, to zajebiście, a teraz spierdalaj mi z drogi, chcę przejść – rzekła popychając go lekko, tym samym robiąc sobie miejsce, ruszając do wyjścia. Przewróciłam tylko oczami i ruszyliśmy za nią. Sophie szła tak szybko, że nie mieliśmy szans jej dogonić, tym samym dziewczyna nie mogła nas usłyszeć.
-W sumie to… - zaczął Nialler. Spojrzałam na niego pytająco. – Czemu się z nią przyjaźnisz? Wydaje się być zupełnym przeciwieństwem ciebie – rzekł uśmiechając się do mnie.
-Przeciwieństwa się przyciągają – powiedziałam i wyminęłam go, stając obok Zayn’a.
-Nie jest taka zła – zaśmiał się mulat.
-Spodobała ci się, co? – Dałam mu kuksańca w bok.
-Weź przestań – zarumienił się.
-No dobrze już – zaczesałam kosmyk włosów za ucho.
-Ona pali? – Zapytał.
-No niestety – mruknęłam.
-To ja może ją poczęstuje swoimi szlugami – uśmiechnął się i pobiegł za Sophie.

                                                                   *oczami Sophie*
Szłam wściekła z przodu nie czekając na nikogo. Jedyne na co miałam ochotę to papieros. Szkoda tylko, że moje się skończyły. Poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia, gwałtownie się odwróciłam i ujrzałam tego mulata, kolegę Lol.
-Siema – uśmiechnął się, wyrównując kroku ze mną.
-Cześć – powiedziałam beznamiętnie.
-Emm – sięgnął po coś do kieszeni. – Może masz ochotę na fajke? – Wystawił przede mną paczkę czerwonych Marlboro.
-Boże! – Wyciągnęłam jednego papierosa. – Stary, ratujesz mi życie – wyjęłam zapalniczkę i odpaliłam papierosa. Chłopak patrzył na mnie z delikatnym uśmiechem i wysoko uniesionymi brwiami.
-Po prostu nie marzę o niczym innym… Jak jestem wściekła to muszę zapalić, zresztą ty powinieneś to zrozumieć – zaciągnęłam się mocno i wszystkie nerwy ze mnie uszły.
-Ah, no tak rozumiem – uśmiechnął się próbując odpalić swoją zapalniczką, jednak z marnymi skutkami.
-Masz  - rzuciłam do niego moją. „Dzięki”, usłyszałam w odpowiedzi. Zatrzymałam się na chwilę, aby zaczekać na Lolę, która szła z tyłu ze swoim kolegą.
-Przeszło ci już? – Zapytała z uśmiechem.
-Tak, tak. Miły kolega poczęstował mnie papierosem – zaciągnęłam się, wypuszczając kółka.
-No to ładnie – uśmiechnęła się w stronę… Zayna, tak chyba Zayna. Jeszcze nie jestem obeznana w jej nowych „kolegach”. Chociaż o Horan’ie to chyba wiem wszystko.
-A jak tam, Niall? – Mruknęłam.
-Dobrze – powiedział blondyn.
-Oh, um. To super.  Jedziemy do domu? – Zaproponowałam.
-No, taki mam zamiar – odparła.
Pożegnałyśmy się z chłopcami i umówiłyśmy na spotkanie w sobotę. Najdłużej chyba zeszło Lol, rozmawiała, rozmawiała i rozmawiała z Irlandczykiem. Wreszcie ją zmusiłam do zakończenia pogaduszek. Wróciłyśmy taksówką do niej do domu, obejrzałyśmy jakiś film, a ja się musiałam zbierać.
-Jutro jest.. Czwartek co, nie? – Spytała.
-No tak, potem tylko piątek i zobaczysz tego swojego Horan’ka.
-On nie jest „mój” – zarumieniła się.
-No tak, tak. My wiemy – zaśmiałam się. – A.. O czym rozmawialiście?
-O wszystkim. Że dużo się zmieniło, że tęskniliśmy za sobą i takie tam – uśmiechnęła się do mnie. – A ty i Zayn? – Tak, wiedziałam, ma na imię Zayn.
-O niczym. Po prostu dał mi szlua i tyle – zatrzymałyśmy się pod moim domem. – Wchodzisz?
-Nie mogę. Mama w pracy, a Sammy sam w domu – odparła.
-Jasne.. To pa – przytuliłam ja na pożegnanie i weszłam do domu, w którym jak zawsze nikogo nie było. Matka w pracy, ojciec też, a odkąd David się wyprowadził jest tu pusto jak nigdy. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki jakiś jogurt, wzięłam dwie puszki Pepsi i chipsy, po czym udałam się do salonu. O tak nie ma to jak maraton ulubionych seriali.


___________________________________________

Komentujcie :C