niedziela, 2 grudnia 2012

chapter three.

                      *oczami Niallera*
Wracaliśmy właśnie z Zayn’em, przechodząc obok budki z kebabem.
-Jestem głodny – powiedziałem skręcając w kierunku budki.
-Ja pierdole, Niall. Śpiesz się – odparł chłopak wyciągając paczkę papierosów.
-To cię zabije! – krzyknąłem zamawiając kebaba.
-Na coś trzeba umrzeć – i tym zdaniem zakończyła się nasza rozmowa.
  Do domu wróciliśmy parę minut po czwartej. Harry i Lou grali w FIFE, a Liam zacięcie pisał z kimś SMS.
-Miłe się wydają być – powiedział Hazz.
-Chyba tylko jedna z nich – odparł Lou sarkastycznie. – Ta platynowa robi wrażenie strasznej suki.
-Ale za to Lol jest genialna – uśmiechnąłem się pod nosem.
-Oj czyżbyś się zakochał? – Mulat zaczął się śmiać.
-Weź przestań, nie widziałem jej od pięciu długich lat, poza tym nie da się od tak zakochać.. A może można – dodałem po chwili.
-Dobrze, dobrze – mruknął Hazz. – Może pojedziemy do jakiejś restauracji?
-Wiesz, na mnie możesz zawsze liczyć – powiedziałem, a reszta chłopaków zaczęła się śmiać.
 Pojechaliśmy jak zwykle do Nandos, potem jeszcze na kręgle i po 8:00  byliśmy już w domu. Sięgnąłem po telefon i napisałem wiadomość do Loli.
N: Lol, to jak widzimy się w sobotę?
Lol: No jasne! Zabierzesz Malika?
N: Malika? A po co on? x
Lol: Wiesz, wzięłabym Sophie. If you know what I Mean!xx
N: Dobra. Wezmę też Hazz’e. Przyda mu się przewietrzyć x
Lol: Okey, ja idę się położyć mój brat mnie wymęczył. Pamiętasz jeszcze Sammiego?
N: Młodego? No jasne!. Graliśmy razem w piłkę xx
Lol: Zawsze . Sam cię jeszcze chyba pamięta . Wpadnij kiedyś do nas! Ja się kładę. Dobranoc Niall x
N: Dobranoc Lol ♥ x.
Odłożyłem telefon na półkę, położyłem głowę na poduszce i odpłynąłem do krainy morfeusza.
 Rano obudziło mnie ćwierkanie ptaszków i delikatne promienie słoneczne.  Żartuję. Rano obudził mnie wrzask Zayn’a. Ja pierdole co on znów  wymyślił? Niechętnie wygrzebałem się pod kołdry i udałem do salonu,  gdzie zastałem powód mojej wczesnej pobudki.
-Zayn, czemu się tak drzesz? – powiedziałem idąc w kierunku kuchni.
-Miałem pojebany sen… - odpowiedział podążając za mną.
 -Jaki? – wyciągnąłem z półki sok pomarańczowy, pamiętam, że piliśmy go  zawsze z Lol, kiedy nocowałem u niej, na samo wspomnienie uśmiechnąłem  się do siebie.
-Szczerzy się jak szczerbaty do sucharów – rzekł zabierając mi sprzed nosa szklankę. – Serio, był strasznie pojebany – dodał.
-Zayn – zabrałem mu szklankę. – Opowiadaj – upiłem z niej spory łyk.
 -Nie wiem jak bardzo dziwne to jest, ale śniło mi się, że… Że Harry  przeleci twoją przyjaciółkę, a ta Sophie go za to zamorduje –  opowiedział, a ja automatycznie zacząłem się śmiać, chociaż na samą  myśl, że Hazz przeleci Lol mina mi zrzedła.
-Aha, okej – po raz  kolejny przyłożyłem do ust mieszaninę o słodko-kwaśnym smaku. – Zayn..  Nie zrozum mnie źle, czy cos, ale przydałaby ci się wizyta u psychiatry –  uśmiechnąłem się niemrawo i wyszedłem z kuchni. Udałem się do mojego  pokoju, gdzie odpaliłem laptopa i od razu zalogowałem się na Twittera.  Tysiące powiadomień od fanek… W sumie było to słodkie, ale bardzo  męczące. Odpisałem paru z nich i wylogowałem się ze strony.  

                    *oczami Lol*
 Obudził mnie niezwykle wkurwiający dzisiaj budzik. Nie miałam ochoty na  nic, a szczególnie na podnoszenie się z mojego ukochanego miejsca na  ziemi. Czemu na ziemi? Bawiłam się z Sammym i musiałam zasnąć z  przemęczenia. Oczywiście mama w pracy a młody od 6:00 na nogach bo  przecież wtedy zaczynają się bajki a na 7:30 do przedszkola. Super, po  prostu świetnie, czwartek. Cały dzień mam zawalony przynajmniej już  niedługo sobota i zobaczę się z Niall’em! Wstałam z podłogi i poszłam do  kuchni zjeść śniadanie. Na zegarze była godzina 6:19, oczywiście Sam  już siedzi w salonie przy telewizorze. Zjadłam śniadanie i weszłam na  górę, odbyłam poranną toaletę i podeszłam do szafy. 
-Boże, nie mam się w co ubrać – parsknęłam pod nosem.  Wzięłam  do ręki bluzkę z krzyżem i krótkie różowe spodnie ombre z ćwiekami, do  tego fioletowe vans galaxy. Zeszłam na dół i usłyszałam rozmowę Sam’iego  z jakąś osobą. Weszłam do salonu i momentalnie sama do siebie się  uśmiechnęłam.
-Niall. Co ty tu robisz? – Podbiegłam i go przytuliłam.
 -Pomyślałem, że przyjadę żeby cię zabrać do szkoły. Specjalnie  zadzwoniłem rano do twojej mamy, zapytać na którą masz – odwzajemnił  uśmiech.
-Jasne, podwieziemy jeszcze Sam’a do przedszkola.
-Muszę? – Odezwał się młody.
 -No niestety – zaśmiałam się. – Pójdę po torbę i możemy jechać –  weszłam na górę po torbę, wzięłam klucze i zeszłam na dół. Zamknęłam dom  i wzięłam Sam’a za rękę.
-Panie przodem – Niall otworzył drzwi jak  dżentelmen, a ja weszłam do auta.. Podwieźliśmy Sam’a, a następnie  pojechaliśmy pod szkołę gdzie czekał już Nick i Sophie. Wysiedliśmy z  auta, a Sophie od razu do mnie podbiegła.
-Jest ten Zayn? – Zapytała.
-Nie, a co?
-Nie nic – zarumieniła się. – Szlugów zapomniałam.
-No, tak tak.
-Dobra, cicho. – Wzięła mnie za rękę i ruszyła w stronę szkoły.
-Ej, nie pożegnasz się? – Zaśmiał się Horan.
-Już idę – wyrwałam się od Sophie i podbiegłam do Niall’a. – To pa, do soboty – przytuliłam go.
-Może do jutra -  uśmiechnął się.
-Dobrze, jak coś to dzwoń! –  pocałowałam go w policzek i poszłam do Sophie.
-Ale wy słodko razem wyglądacie – mruknęła Soph na co ja się zarumieniłam i dałam jej kuksańca w bok.
-Wy jesteście razem? – Nick wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
-A gdzie „Cześć Lol, co u ciebie?” – mruknęłam. – Nie, niestety nie jesteśmy.
 -Niestety? To znaczy? – parsknął. Zignorowałam to, poprawiłam torbę na  ramieniu i razem z Sophie weszłam do szkoły. Młodsze klasy patrzyły na  mnie tak jakoś inaczej, jakbym była nie wiadomo kim.
-O co chodzi? – Wyszeptałam w stronę przyjaciółki.
-Em, chyba czytali dzisiaj rano gazetę – zaśmiała się.
-Co? – Zdziwiłam się.
 -No byłam ja rozmawiająca z Zayn’em. No i.. Jest zdjęcie jak ty  przytulasz Niall’a i nagłówek „Nowa Miłość?” – zaczęła się śmiać.
-Przestań – szturchnęłam ją. - Chodź na chemie.
-Już idę panno Horan! – Zadrwiła.
-Zabawna to ty jesteś, a na chemie umiesz?
-Dobra cicho! Chodź się zerwiemy bo nic nie umiem! – Zrobiła oczy szczeniaczka.
        
               *Oczami Niall’a*
     [czas - 2:21 pm.]
-Zayn oddaj! – Krzyknąłem w stronę Mulata.
-Strasznie tęsknie, Lol. Nawet nie wiesz, że.. – Zaśmiał się szyderczo.
-Błagam oddaj!
-Oh, no dobrze. Masz blondasku – poczochrał mnie i oddał telefon.
 -Nie mów tak do mnie – obróciłem się o 180 stopni i ruszyłem do  przedpokoju. Ubrałem buty, założyłem kurtkę, rzuciłem, krótkie „cześć” i  wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i wybrałem numer do Lol.
-Tak? – Odebrała po dwóch sygnałach.
-Słuchaj Lol, o której kończysz? – Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Za jakieś 30 min – powiedziała entuzjastycznie.​
-Będę po ciebie i pojedziemy do mnie i do chłopców, dobra?
-Mogę wziąć Soph?
-Nie ma problemu – odparłem. – To do zobaczenia za 30 minut pod głównym wejściem.
-No, pa – w słuchawce był słyszalny odgłos causa na co miałem banana na twarzy.
 Podjechałem pod szkołę i przesiedziałem w aucie te pół godziny. Powoli  ludzie zaczęli wychodzić więc, zamknąłem auto i poszedłem pod główne  wejście. Myślałem, że będzie spokój, ale fanek nie brakowało, kocham je,  ale to się robi męczące. 
-Lol, tutaj – Pomachałem do  przyjaciółki. Szła z Sophie i tym Nickiem, który będzie u nas grał,  chłopaki mówili, że jest dobry. Ale mnie on zbytnio nie przekonuje.  Zazdrosny?! Nie, wcale nie jestem zazdrosny.. Chyba.
-Cześć Niall – przywitała mnie buziakiem w policzek.
-Hej – uśmiechnęła się Soph.
-To co, jedziemy? – Zapytałem.
-Jasne – Odparła Lol i wzięła mnie i Sophie pod rękę.
-Ej, Lol mieliśmy iść do kina! – Krzyknął Nick.
-Od kiedy? – Zdziwiła się.
-Znaczy chciałem zapytać czy pójdziesz – mruknął.
-Sorry, zajęta jestem – parsknęła i odwróciła się.  
-Coś ty taka dzisiaj wredna?
-Ja wredna? – Zatrzymała się i spojrzała na mnie. – To on jest idiotą.
-Dobra nie wnikam, chodźcie – wsiadłem do auta i odpaliłem silnik – kierunek. Nasz dom.
-Nasz? – Zaśmiała się Soph.
-Zobaczymy – uśmiechnąłem się znacząco. 

                      *oczami Harrego*
-Malik, rusz dupe. Idź otworzyć – krzyknąłem z kuchni.
-Dobra, dobra – mulat wstał z kanapy i leniwym krokiem podszedł do drzwi.
-No witam – usłyszałem głos Horan’a po czym wyszedłem z kuchni.
-Gdzie byłeś? – Uśmiechnąłem się do niego.
-A po Lol, i patrz kogo przywiozłem – zza pleców blondyna wysunęła się zgrabna sylwetka Loli. Cudownej, Loli.  A no i była jeszcze Soph na której widok Zayn aż podskoczył.
-Cześć – dziewczyna ukazała swoje słodkie dołeczki w policzkach.
-Lol, hej – przytuliłem ją, a Irlandczyk spojrzał na mnie wzrokiem seryjnego mordercy. – Zostajecie na noc? Nie mamy co robić. Liam pojechał do Andi’ego, a Lou do Eleanor więc zostalibyśmy tylko w 5 – zasugerowałem.
-Jasne – spojrzała na Soph, która potaknęła ruchem głowy. – Czemu nie.  -No dobrze - odpowiedziala blondyna. Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, a widok uśmiechu Lol,
moje serce zaczęło biec jakiś dziki maraton, w którym znajduje się na pierwszej pozycji.
No, ale tylko spójrzcie.
Czy ta dziewczyna nie jest idealna?
Co z tego, że znam ją dopiero kilka godzin i nigdy z nią nie rozmawiałem tak na poważnie, i tak jest
zajebista! Oo, właśniem chyba z nią porozmawiam.
                       *Oczami Lol*
Siedziałam na fotelu przysłuchując się rozmowom Malika i Nialla. Sophie gdzieś wywiało, a ja po prostu
chciałam być blikso Nialler'a. Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu, i zakrył dłońmi moje oczy. Miał zimne ręce.
-Hej ślicznotko - usłyszałam zachrypnięty głos.
-Hej Hazz - odpowiedziałam.
Chłopak zabrał ręce z moich oczu i usiadł pomiędzy nami. Czułam na sobie jego wzrok, więc odwróciłam
się w jego stronę.
-Pogadamy? - Zapytał.
-Emm, jasne. A o czym? - Uśmiechnęłam się.
-Chodźmy gdzieś indziej - powiedział ciszej i złapał mnie za rękę prowadząc do drzwi wyjściowych.
Wyszliśmy do ogrodu, siadając na hamaku.
-O czym chciałeś rozmawiać? - Spytałam.
-O wszystkim.
-Em? Nie do końca chyba rozumiem.
-Po prostu chciałbym cie lepiej poznać - uśmiechnął się.
-No okej.
-Więc.. Jaki jest twój ulubiony kolor?
-Fioletowy, a twój?
-Emm, to może ci się wydać jakieś dziwne, ale.. Różowy - nieśmiało podniósl na mnie swój wzrok.
-Czemu dziwne?
-Bo ten kolor jest.. No nie wiem... Damski?
-Nie, wcale nie. To kolor jak każdy inny. Po protu większości dziewczyn się podoba, więc został mianowany kolorem dziewczęcym - poklepałam go pokrzepiająco po ramieniu. Mialam ogromna ochotę go przytulić, jednak to byłoby dziwne. Przecież znamy się tylko dwa dni.
-Okej, no to kolejne pytanie...
-Czuje się jak w jakims teleturnieju - zaśmiałam się, a chłopak mi zawtórował.
-Czyli mam nie pytać?
-Nie, nie, pytaj.
-Ulubione kwiaty?
-Czerwone róże i orchidee.
-Ulubiony owoc?
-Chyba banan - Harry zaczął sie głośno śmiać, a ja z początku nie skojarzyłam o co chodzi. Dopiero po chwili zorientowałam się co powiedziałam.
-Harry, jesteś zboczony - powiedziałam ukrywając rumieniec.
-Myślałem, że to już wiesz - odparł dalej nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-Jasne, pytaj dalej - zrezygnowana opadłam głową na jego kolana.
-Okej.. Idealny facet?
-Nie ma ideałów.
-To może.. Typ faceta, który najbardziej ci odpowiada..
-Jestem rozdarta pomiędzy dwoma... Albo blondyn, o  niebieskich oczach, albo wysoki brunet o ogromnych
zielonych oczach.
-A jakie ja mam oczy? - Zapytał schylając się nade mną.
-Śliczne - chłopak zlikwidował odległość między nami i pocałował mnie w usta. Przyciągnęłam go bliżej
siebie, wplątując palce w jego loki. Chłopak sie nie opierał, zmienił naszą pozycję, na taką, która jemu
bardziej odpowiadała. Przywarł swoim cialem do mojego, kładąc sie na mnie.
*Oczami Niall'a*
-Nialler, zamawiamy pizze? - Usłyszałem głos Zayn'a.
-Spoko, spytam Loli.. W sumie to gdzie ona jest? - Zapytałem.
-Wyszła z Harry'm na dwór - powiedziała Sophie.
Okej, to, że wyszła z Harry'm jeszcze nic nie znaczy. Spokojnie Nialler, to nic nie znaczy.
Wyszedłem na dwór w poszukiwaniu przyjaciół. Nigdzie ich nie widziałem.
-Hej ludzie, zamawiamy - i wtedy ich zobaczyłem.
Leżeli. Na hamaku. Na sobie. Całowali się. Harry nie miał koszulki.
-Um, przepraszam, że przeszkadzam, ale... Zamawiamy pizze - na dźwięk mojego głosu Harry odskoczył
od Lol, wyraźnie zaskoczony moją obecnością.
-Hej, Hazz co się stało? - Lola wyciągnęła w jego stronę ręce, a na jej twarzy zagościł śliczny uśmiech.
Harry nadal tępo wpatrywał się w moją stronę, i w tym momencie sama Lol spostrzegła o co chodzi.
Obróciła głowę w moją stronę.
-O mój Boże, Niall! Jak długo tu jesteś - krzyknęła schodząc z hamaka.
-Wystarczająco - powiedziałem obojętnie, choć łzy cisnęły mi sie do oczu. Obróciłem się do drzwi i wszedłem z powrotem do domu.
                                                             *Oczami Zayna*
-Soph, rzuć mi telefon - odwróciłem się do dziewczyny.
-Proszę - podeszła do mnie i ze słodkim uśmiechem podała mi telefon. Nagle do pokoju wszedł Niall.
-Zamówcie sobie, ja wychodze - łzy spływały mu po twarzy.
-Niall, co jest? - Złapałem go za rękę.
-Nic, a poza tym to pogratuluj Harrem'u nowej zdobyczy - parsknął.
-Nialler! - Lol, zatrzymała go i wtuliła się w niego.
-Zostaw mnie, proszę - zaczął coraz bardziej płakać, a co zabawne Lola, razem z nim.
Horan wyrwał się i wybiegł z domu, Lol'a bez wahania pobiegła za nim.
-Co jest? - Zdziwiła się Soph.
-Niestety,chyba podoba nam się ta sama dziewczyna - do domu wszedł Hazz bez koszulki.
-Ja jebie! Styles! Ty ją znasz od dwóch dni! Co, już chcesz ją przelecieć?! - Wkurwiłem się.
-Spierdalaj - odparł i wszedł na górę do swojego pokoju.   
___________________________________________
Rozdział z leksza długi  mam nadzieję, że wam się podoba :).
KOMENTUJCIE xx
+Podziękujcie cudownej białas, że zmusiła mnie do pisania i sama też pisała:)) - białas.

3 komentarze: